01.-07.07.2000. SŁUPIA NADBRZEŻNA

 

Słupia Nadbrzeżna to wieś położona nad Wisłą, w środkowym jej biegu, około 25 km na wschód od Ostrowca Świętokrzyskiego. Meandry Wisły tworzą niepowtarzalny krajobraz – erozja boczna osiąga wyraźną przewagę nad wgłębną i dzięki temu powstały malownicze plaże. Walory tego miejsca przyciągają rzesze turystów (głównie mieszkańców pobliskich miejscowości przyjeżdżających na weekend) pragnących odpocząć od miejskiego zgiełku.

 

Na początku lipca bardzo mała grupa, czyli mikrogrupa, w składzie Magdalena Gierszewska, Lena Sabeł, Ewa Gawęcka oraz Piotr Menducki, wybrała się do Słupii Nadbrzeżnej w celu zakosztowania tzw. „aktywnego wypoczynku”. Wskazane, biorąc pod uwagę mniej lub bardziej, ale zawsze męczącą i wyczerpującą sesję.

Zakładaliśmy, że w ciągu tygodniowego pobytu wybierzemy się do kilku pobliskich stanowisk geologicznych – przecież Słupia Nadbrzeżna znajduje się w regionie świętokrzyskim. Rzeczywistość płata jednak różne figle i czasami zmienia plany. Po dotarciu na miejsce doszliśmy do wniosku, że nie będziemy się zbytnio przemęczać, rozbijając autobusami po okolicznych odkrywkach geologicznych i wykorzystamy  pobyt w Słupii Nadbrzeżnej na RELAKSACJĘ związaną z regeneracją.

 

Na czas ściśle określony (1-7.07.2000) stworzyliśmy mikrospołeczność zbieracko – łowiecką, co sprowadzało się do tego, że jedyny mężczyzna zajmował się łowieniem ryb a kobiety zbieraniem owoców i warzyw (?...). Ktoś mógłby stwierdzić, iż to był patriarchat, ale w rzeczywistości nie doszło do zhierarchizowania grupy pierwotnej. Statusy jej członków pozostały równorzędne aż do czasu jej planowego rozpadu dn. 07.07.2000r..

Początkowo na haczyk Piotrka łapały tylko bardzo młode okonie, co więcej raz sam Piotrek dał się złapać przez burzę (było to podczas porannych łowów). Dziewczyny kompensowały lukę rybną owocami i warzywami tudzież konserwami. Na szczęście po dniach tzw. chudych, nadszedł w końcu sukces w postaci suma całkiem pokaźnej wielkości (...jak na możliwości wędki – patrz zdjęcie).

Trzeba przyznać, że oprócz polowania / zbierania dużo czasu zajmowało przygotowanie posiłków, ich spożywanie a następnie trawienie... W następnej kolejności na skali czasochłonności znalazły się spacerowanie brzegiem Wisły, gry zespołowe (= siatkówka, gra w patyki, potyczki karciane), sporty ekstremalne (= spanie, odpoczywanie i opalanie się), wieczorne harce przy ognisku. Czasem trzeba było dodatkowo uciekać przed deszczem lub dla odmiany chronić się przed spieczeniem „na raka” chociażby przez użycie kremu z filtrem.

 

Jednak nie wszyscy byli w stanie totalnie zrezygnować z założenia, że pobyt w Słupii miał mieć aspekty geologiczno-paleontologiczne. Podczas spacerów niżej podpisana oraz Piotr nie mogliśmy się powstrzymać od wypatrywania w złocistym piasku śladów przeszłości, którymi były mniej lub bardziej czwartorzędowe kości przeżuwaczy akumulowane przez rzekę na jej brzegu. 

 

Uczestnicy „wyprawy” powrócili do swych domów wypoczęci i zrelaksowani, przygotowani na stawienie czoła przyszłości. A przyszłość rysowała się w różowych barwach – w końcu to były wakacje...

                                                                                                

To tyle jeśli chodzi o relację z, jak się później okazało, zupełnie ageologicznego zlotu Spirifera w Słupii Nadbrzeżnej.

Tekst i zdjęcia: 

Magdalena Gierszewska